niedziela, 28 maja 2017

Historia dziury w ziemi

Do 1996 roku za najpłodniejszego pisarza jakiego kiedykolwiek nosiła ziemia, uważano Józefa Ignacego Kraszewskiego. Napisał ponad 200 powieści, a trzeba wiedzieć, że nie tylko tego typu utwory pisał. Autor ten wydał w 1859 roku książkę pod niewiele mówiącym tytułem: Historia kołka w płocie. W owym czasie powieść poruszała bardzo ważne kwestie społeczne. Mnie nie inspirowała jej treść. Natchnął mnie enigmatyczny oraz nieco zabawny tytuł.  Jaką rolę może spełniać ów kołek? Czy coś przytrzymuje? A może wypełnia dziurę w starej sztachecie? Wpadłem na pomysł by napisać o dziurze. Jednakże nie o takiej, o której myślał klasyk wiedeński  - Wolfgang Amadeusz Mozart, komponując  utwór pt. Pocałuj mnie w dupę. Ja pisząc ten tekst, będę mieć więcej szacunku do spraw i ludzi niż wirtuoz rodem z Salzburga. Jeśli jednak bym się w tej materii mylił, znaczyć to będzie, że udzieliła mi się pogarda płynąca niczym nuty w kompozycji Mozarta.


Wszyscy rodzice – bez wyjątku  mają to do siebie, że udzielają nam rad. Z czasów dzieciństwa przypomniała mi się jedna z wielu. Sądzę, że nie tylko mnie straszono, że jak nie będę się dobrze uczyć, to pójdę kopać rowy. Na szczęście z czasem zacząłem się bardziej przykładać do nauki, a złowieszcze proroctwo nie wypełniło się. Przestało być tak straszne i odeszło w niepamięć jak Buka z Doliny Muminków. Kiedy wbiłem  po raz któryś łopatę, przeszedł mnie zimny dreszcz podobny do chłodu, który zwiastował przybycie wspomnianej już Buki. To był przejaw strachu przed porażką. Każdy kolejny sztych w ziemi powodował zmęczenie i przygniatał mnie do ziemi, a obawy przed niepodołaniem zadaniu tylko rosły. Wyłącznie dzięki silnej woli dokończyłem zadanie, a pozorna, płytka dziura nie przeistoczyła się w czeluść. Kiedy zobaczę po raz kolejny robotnika opartego o łopatę, dwa razy się zastanowię, nim skomentuję jego pracę.

Od wielu lat wyobraźnię cieszyniaków rozpala temat cieszyńskich podziemi. Już w latach 60. i 70. ubiegłego wieku cieszyńskie kopidoły penetrowały stare piwnice w centrum miasta. Niestety ze względu na braki sprzętowe zaniechali dalszej pracy. Dwa lata temu ich pomysł podchwycił Wojciech Święs z Książnicy Cieszyńskiej i złożył wniosek na projekt w budżecie obywatelskim. Dzięki jego staraniom oraz głosom mieszkańców Cieszyna  udało się odgruzować część korytarzy przy ul. Przykopa. Nikt jednak nie przypuszczał co kryje się jeszcze głębiej. Członkowie Speleoklubu w Bielsku-Białej przedostali się przez wąski otwór w ścianie. Tuż za nią ukazała się nie kolejne pomieszczenie, lecz jaskinia z krasowymi naciekami na ścianach. To odkrycie stwarza również nowe możliwości dla turystyki miasta, co przyznają sami włodarze.

Ludzie mają to do siebie, że szukają dziury w całym. Zawsze znajdzie się dobry powód, by się do czegoś przyczepić. Nie inaczej było tym razem. Do rangi wiadomości stulecia urosła wieść, że syn pani premier przyjął święcenia kapłańskie. W nowoczesnym państwie byłoby to nie do pomyślenia. Co innego zmiana płci. To pewnie budziłoby powszechny poklask i uznanie. Osobiście jednak uważam, że nagłośnianie tej sprawy nie służy przede wszystkim samemu neoprezbiterowi. Zamiast cieszyć się jednym z najważniejszych dni w życiu, musi od samego początku przekonywać się, że wybrał niełatwą ścieżkę w swoim życiu. Ale kto powiedział, że podążanie za Jezusem będzie proste?

niedziela, 21 maja 2017

Piwo

Brukowany chodnik  między wydeptanymi w ziemi alejami został rozwinięty niczym dywan na uroczystej gali. Igły żywotników roztaczają cień, przyćmiewając słońce. Do jednego z takich miejsc zaścielonych cieniem wszyscy trafimy. Również i ja czasem tam zaglądam. Nie szukam śmierci, lecz dumam nad grobami tych, co odeszli do wiecznej pamięci. Odwiedzając cmentarz ewangelicki w Cieszynie, wielokrotnie mijałem drewnianą figurę w góralskim szałasie. To postać Chrystusa Frasobliwego, który smutnymi oczami przypominała nam o swojej męce. Widok ten nie powinien nikogo dziwić, gdyż wizerunek ten na Śląsk przywędrował z Zachodu w XV wieku wraz z nurtem sztuki znanym jako nowoczesna pobożność. Szybko zakorzenił się u nas i stał się jednym z fundamentów sztuki ludowej.


Zawsze zastawiało mnie, czyjego grobu ów Chrystus strzeże? Tabliczka była czytelna, lecz personalia na niej wyrzeźbione, niczego mi nie zdradzały. Tajemnica rozwiązała się wraz z cykliczną imprezą, która od trzech lat w Cieszynie jest organizowana. Mowa o Memoriale Adolfa „Bolko” Kantora – pięściarza rodem z Zaolzia, który swe życie związał ze Śląskiem Cieszyńskim. Cieszy fakt, że pamięta się o lokalnych bohaterach. Warto wspomnieć również, że Bolko Kantor był nie tylko sportowcem, ale bohaterem z czasów II wojny światowej.  Adolf Kantor walczył w ramach 4. Pułku Strzelców Podhalańskich. Potem  został wcielony do Wehrmachtu, gdzie odmówił strzelania. U kresu wojny walczył razem z armią Andersa. Jego życie pełne przejść opisuje film dokumentalny pt. Bolko Kantor. Prawy, prosty.

Pragnienie wodą śmierzyli stokową, Czaszą bukową. Albo z jęczmiennym przeważywszy słodem I piwnicznym ją wystudziwszy chłodem, Upracowanym żeńcom koło żniwa. Dawali piwa.pisał Jan Andrzej Morsztyn w Wiejskim Żywocie.  Choć do żniw jeszcze sporo czasu, to cieszyniacy ochoczo celebrują życie. Ciepło i duchota niczym choroba determinuje ich do poszukiwania bursztynowego panaceum, które skropli  wyschnięte gardło. Jęczmienny bądź pszeniczny trunek najlepiej spożywać na cieszyńskim rynku. Tam bowiem ogródki piwne zostały zasłane niczym najwygodniejsze łóżko. Skojarzenie nieprzypadkowe, gdyż nadmiar płynu może zesłać na nas błogi sen. Ścierając gorzką pianę z wąsów należy zastanowić się, jak to jest z piciem piwa w Cieszynie? Ze smutkiem muszę stwierdzić, że jest niewiele miejsc, gdzie można w miłym towarzystwie wypić dobre piwo poza sezonem wiosenno - letnim. Dziwne jest dla mnie również, że browar mając taką miejscówkę, otwiera ją tylko w okresie letnim, bądź na specjalne okazje. Chłodne ceglane wnętrze, aż się prosi się o to, by gospoda była tam otwarta przez cały rok. Mając tak doskonały asortyment w postaci lokalnego piwa można by przyćmić te wszystkie lokale, które wzorują się na bawarskich piwiarniach.

A propos lokalnego piwa ostatnimi czasy zauważyłem, że w sieci pojawiła się reklama piwa Brackie Pils, które to okazuje się jedynie farbowanym lisem. Piwo to w sposób perfidny, próbuje wykorzystać sławę Brackiego, które od zawsze było warzone w cieszyńskim browarze. Piwo produkowane w Żywcu reklamuje się na tle Cieszyna po obu brzegach Olzy. Czy nowe piwo jest dobre? Kwestia gustu. Mam jedynie nadzieję, że nie przekreśli dotychczasowego piwowarskiego dorobku Cieszyna. W zeszłym roku byłem na wakacjach w Toruniu. Tam wdałem się z w dyskusję z pewnym przewodnikiem, który na wieść  o tym, skąd pochodzę - zaczął wychwalać pod niebiosa piwo Brackie.  Pamiętam, że bardzo mnie to dumą wtedy napawało. Liczę, że takie anegdoty za sprawą Pilsa nie przestaną się pojawiać.

I bez piwa nie obędzie się ostatni z przeze mnie poruszanych tematów. Bowiem na trzeźwo, nie sposób mi pojąć, dlaczego tak wszystkich emocjonuje kwestia  festiwalu w Opolu? Może problem  braku zrozumienia tkwi w tym, że ja nie oglądam ani Opola, ani Sopotu, ani żadnej imprezy tego typu. Jednakże nie podchodzę do tematu tak zasadniczo jak Kazik Staszewski: Wpierw "Dezerter", potem radio, "Muzyczna Jedynka" Kto się tam pokazuje, tego ja nie szanuję. Należy jednak uszanować wolę gwiazd, które nie raczą się pojawić w opolskim amfiteatrze. Opole z nimi, czy bez nich. Czy to jest istotne? Jednakże z tego miejsca pragnę podziękować panu Jackowi Kurskiemu i mówię to bez grama kpiny. Pan Jacek ma niebywałą szansę zostać tym, który pierwszy sypnie ziemię na trumnę telewizji publicznej bez względu na to, co robi. A żałobników nad trumną brakować nie będzie. Wygodne synekury, sowite angaże opłacane z naszych podatków zostaną przykryte sosnowym wieńcem. Sam z chęcią zapalę znicz na nekropolii przy Woronicza 17, bo czasy się zmieniły i dostęp do informacji nie musi być już  „publiczny”.

niedziela, 7 maja 2017

Wizja

Chwilowo porzucam swoją fascynację okoliczną przyrodą. Bowiem zaczynała mi się już udzielać atmosfera, jaka towarzyszyła Elizie Orzeszkowej podczas pisania Nad Niemnem. Ma jednak rację w jednym owa pisarka, że przeznaczenie stoi za ludźmi, welonem tajemnicy zasłonięte, i w dłoni trzyma kołczan z tysiącem zdarzeń. Lud Śląska Cieszyńskiego także wypatruje przyszłych zdarzeń, mających zwiastować  lepsze jutro. W tym nie różnimy się od innych. Zostaliśmy jednak wyrwani z cyklu oczekiwania, jaki towarzyszył jeszcze naszym dziadkom. Nie żyjemy od siewu do żniw, od święta do święta. Nasze wizjonerstwo zazwyczaj nie wykracza dalej niż do kolejnego miesiąca. Żyjemy od wypłaty do wypłaty. Żartobliwie określamy dzień przelania środków na nasze konto Matką Boską Pieniężną.  Taka to nasza proza życia.

Ostatnio przeczesywałem sieć w poszukiwaniu różnych opinii na temat tożsamości Ślązaków Cieszyńskich, czyli ludzi Stela.  Jest to dosyć złożona kwestia. Dominuje jednak przekonanie, że przynależenie do tej wspólnoty jest współdzielone z inną tożsamością narodową, w zależności od tego jaki brzeg Olzy zamieszkujemy, choć ten podział geograficzny jest rzecz jasna umowny. Nie brakuje też ludzi, którzy bycie Stela traktują jako swoją jedyną tożsamość. Kontestują w ten sposób swą obecną przynależność państwową, odwołując się do przeszłości tych Ziem. Również w tej grupie występuje mocne rozwarstwienie, gdyż osoby do niej należące nie są jednomyślne w tym, czy mieliby żyć na terenie autonomicznym, czy całkowicie suwerennym. Obojętnie, do której z grup należymy, cechuje nas umiłowanie do naszej małej ojczyzny.

Zawsze zastanawiało mnie, dlaczego przewidywana przyszłość świata nie może być przedstawiana w kolorowych barwach? Dlaczego tym wizjom towarzyszy wyłącznie głód, cierpienie, niepewność oraz śmierć w proporcjach znanych tylko autorowi przepowiedni? Dlaczego mamy się wyłącznie staczać na skraj przepaści, będącej przedsionkiem czeluści? Być może, dlatego że to co nieznane, przerażające budzi w człowieku niezdrową ciekawość. Wiedział już o tym Herbert Jerzy Wells, kiedy u schyłku XIX wieku opublikował swą Wojnę Światów. Zawarł w niej nie tylko komentarze do współczesnych mu problemów i idei, ale także opisał zachowanie ludzkie wobec wielkich zagrożeń. Za źródło ludzkiego strachu wybrał inwazję Marsjan. Świetnie nawiązał do tego utworu Kazik, kiedy śpiewał: Nad Bałtykiem rozpostarli swoje skrzydła ludzie z Marsa. Atakować w taki sposób, to jedna wielka farsa. Bo tłum gapi się zdziwiony nowej szuka podniety. Cywilizacyja wroga z innej planety.  Jednakże to urzeczenie sprawami ostatecznymi bierze się m.in. z powierzchownej interpretacji Apokalipsy świętego Jana.

W swoich rozmyślaniach o tym czym powinien być Śląsk Cieszyński, popadamy w idealizację. Ulegamy wizji zbudowanej na własnych pragnieniach i przekonaniach. Nie ustępujemy w tym Platonowi, czy Tomaszowi Morusowi. Nie pójdę w ślady Kasandry, ani Wernyhory. Rzeknę coś pozytywnego. Zdradzę Wam tajemnice dotyczące przyszłości naszej małej ojczyzny. Wszakże nie oślepnę niczym Terezjasz ukarany za ten czyn przez bogów.


Książęcy Pałac przy ulicy Bielskiej szykował się do wielkiej uroczystości. Służba krzątała się po wielkim budynku, w którym niegdyś mieścił się jakiś urząd. Błękitne flagi ze złotym orłem zostały wciągnięte na maszty przed wejściem. Budynku strzegła cieszyńska gwardia przyodziana w błękitne uniformy. Wartownicy osłaniali najważniejszy budynek w Księstwie nie tylko własną piersią. W ręku trzymali rodzimej produkcji karabin marki „Wałga 63”. Starszy mężczyzna powolnym krokiem zmierzał w kierunku pałacu. Podpierał się na czarnej lasce. Każdy krok stawiał z rozmysłem. Ostatnie promienie słońca rozświetlały jego łysawy czerep. Niegdyś pulchne policzki, teraz opadłe niczym u Marlona Brando w Ojcu Chrzestnym, pobruździły głębokie zmarszczki. Dłonią upstrzoną plamami wątrobowymi wyciągnął zdobne zaproszenie z czarnego prochowca, które wręczył gwardzistom przy wejściu do pałacu. W środku czekali tłumnie przybyli notable oraz inni zaproszeni goście. W Święto Odrodzenia Księstwa Cieszyńskiego wszyscy wyczekiwali pary książęcej, która udzielnie rządziła tym małym rajem na Ziemi. Jak ta osoba stała się monarchą? Doprawdy przez mgłę nie dostrzegam. Czy wybrano go drogą wolnej Elekcji, czy poprzez losowanie niczym Saula? A może to potomek Habsburgów? To bez znaczenia. Książę wierny lokalnym tradycjom nakazał wprowadzić nową walutę – talara, którego miano dziś pokazać szerszej publiczności Tego dnia Książę miał wręczyć też osobom zasłużonym Laur Srebrnej Cieszynianki. Dostał go i starzec w czarnym prochowcu. Płakał jak dziecko, kiedy wszyscy na baczność śpiewali: Płyniesz Olzo po dolinie. A potem? Potem rozpoczął się wielki bal, o którym rozpisywano się jeszcze przez wiele, wiele lat.

niedziela, 30 kwietnia 2017

Lewiatan

Deszcze niespokojne ustąpiły. Niebiosa się otwarły, a nieśmiałe promienie słońca dotarły na ziemski padół. Po szeregu szarych, mokrych dni ludzie zapragnęli skąpać się w blasku tarczy słonecznej. Wystarczył moment, by w Cieszynie zapełniło się od mieszkańców oraz turystów. Dziś pierwszy raz widziałem takie tłumy na Wzgórzu Zamkowym. Nie trzeba było żadnego koncertu. Zbędne było tanie widowisko. Wystarczyła afirmacja życiodajnej gwiazdy, szum fontanny oraz zieleniący się trawnik. Miłym dodatkiem mogła być gałka waniliowych lodów lub cieszyńskie piwo spożywane na leżaku w pobliżu różowego jelenia, którego rykowisko na stale wpisało się w krajobraz cieszyńskiego pogranicza.


Niewiele dalej od Wzgórza Zamkowego znajduje się cieszyńska Wenecja. Wybrukowana uliczka ciągnąca się wzdłuż niewielkiego potoku buduje niesamowity klimat. Budynki zawieszone nad ciekiem wodnym oraz wysokie mury oporowe wraz z szeregiem zdobnych latarni wypełniają oblicze tego miejsca. Nie dziwi, więc wcale, że uczestnicy Kina na Granicy znaleźli tutaj chwilę wytchnienia. Nie budzi zdumienia również to, że kolejna młoda para postanowiła zorganizować  w cieszyńskiej Wenecji najważniejszą sesję zdjęciową w swym życiu. Bo czyż jest coś piękniejszego niż uchwycona w kadrze chwila szczęścia w urokliwym zakątku miasta? Dziś podczas spaceru po raz pierwszy spostrzegłem mural przedstawiający krokodyla. Tak przynajmniej twierdzi mój syn.  Ja jestem zdania, że to mityczny lewiatan.  Dlaczego wodny potwór zagraża rotundzie?  Czy chce go połknąć niczym wieloryb Pinokia? Doprawdy ciężko uchwycić symbolikę tego dzieła. Wszakże w Olzie nic strasznego na nas nie czyha,  może za wyjątkiem rosnącego poziomu wody.

Na temat strachu i zagrożeń chętnie wypowiadają się za to uczestnicy dyskusji w Świetlicy Krytyki Politycznej, która niedawno otwarła swe podwoje nieopodal wspominanego już lewiatana. Na otwarcie przybył redaktor Sławomir Sierakowski – założyciel tejże organizacji oraz pisarka Olga Tokarczuk. Rozmówcy postanowili rozprawić się z tematyką strachu.  Konkluzja nie była zaskakująca. Towarzysze zgodnie powiązali ludzki lęk z Kościołem Katolickim. Nie wiem, jaki to lęk mieliby wzbudzać księża wśród wiernych? Za pewne większą trwogę sieją wśród niewiernych. Symptomy tego są widoczne. Towarzysze nie mogą przestać mówić o swych rzekomych „prześladowcach”. Nie umknęło mej uwadze, że triumfalnie odniesiono się do przemijalności czasów, kiedy kościół ma jakikolwiek wpływ na społeczeństwo. Pisarka stwierdziła, że żyjemy w społeczeństwie post religijnym.  Nie wiem, czy chciała zabłysnąć, ale jej słowa nie są w żadnym wypadku nowatorskie. Do podobnego wniosku doszedł skromny bawarski ksiądz w 1969 roku. Dziś znamy go jako Benedykta XVI. Z kolei Sławomir Sierakowski nie dostrzega żadnych myślicieli katolickich, z którymi można by podjąć dyskusję. Jak można zauważyć kogokolwiek, skoro oczekuje się, że ten „ktoś” będzie się zgadzał ze z góry założoną tezą?  Strach przed niedawnym wyborem filozofa i teologa Marka Jędraszewskiego na metropolitę krakowskiego tylko utwierdza mnie w przekonaniu, że takich ludzi jak Sierakowski i jego kamraci najbardziej przerażają osoby, które właśnie mają coś do powiedzenia i z powodzeniem mogą walczyć z fałszywymi tezami.



Po raz dziewiętnasty do Cieszyna zjechali miłośnicy X muzy. Co ciekawe, to określenie jest typowe tylko dla Polski. Jako pierwszy tym pojęciem posłużył się w 1924 roku Karol Irzykowski – polski krytyk filmowy i dramaturg.  Po obu stronach rzeki będą wyświetlane filmy, których motywem przewodnim jest emigracja, co w sumie nie powinno nikogo dziwić. Jest to jeden z najbardziej nurtujących tematów, który porusza obecnie ludzi. Stąd i kino będzie go mocno eksploatować. Swą obecnością zaszczycą również ludzie Kina: Agnieszka Holland, Karolina Gruszka, Arkadiusz Jakubik, czy Ireneusz Czop. Będzie się działo. Ogródki piwne zapełnią się po brzegi ludźmi z plakietkami na piersi. W chwilach wytchnienia na trawnikach znowu będą leżeć wyluzowani goście rozważający migające obrazy, które ledwo co obejrzeli. Nie bójcie się ich, oni oddają się tylko przyjemności patrzenia. Oprócz sztuki, chwilowo nie interesuje ich już nic.

niedziela, 23 kwietnia 2017

Cisza

Cisza – niekiedy tylko pająk siatką wzruszy,
Lub przed oknem topolę wietrzyk pomuskuje;
Och! jak lekko oddychać, słodko marzyć duszy –
Tu mi gwar, tu mi uśmiech myśli nie krępuje. – Cyprian Kamil Norwid


Piątkowe popołudnie na cieszyńskim rynku. Tak upragniony przez wszystkich weekend powinien być już w natarciu. Siedzę na samotnej ławce, oczekując na przyjaciół. Brukowana płyta rynku jest niemalże pusta. Największe kłębowisko tworzy stado lokalnych gołębi.  Nikt jednak ich zgromadzenia nie bierze na poważnie, gdyż szare ptactwo zgodne z tradycją sra na wszystko. Na sąsiedniej ławce siedzi dystyngowany, starszy pan. Jego twarz skrywa w cieniu rondo kapelusza. Jedyne co widać, to cybuch fajki, z którego tli się dym.  Jemu też pewnie nie przeszkadza cisza. Leniwie dookoła rynku sunie niemieckie auto na obcych blachach. Cieszyńscy sklepikarze powoli zamykają już swe interesy. Z rozmyślań nad rozkoszną ciszą wyrywa mnie dźwięk wydobywający się z pobliskiej świątyni. To poruszają się dzwony niczym włosy nierządnicy na stopach Mistrza.

Kiedyś był taki stary dowcip, w którym profesor politologii odkrywa, że jego student podczas egzaminu kompletnie nic nie wie o otaczającym go świecie. Puentą owego żartu było stwierdzenie: A może by tak wszystko rzucić w cholerę i wyjechać w Bieszczady? Nie miałem jeszcze okazji postawić swej stopy w tamtych rejonach.  Jednakże wszyscy, którzy stamtąd wracają, są jednomyślni. Bieszczady to istne sanktuarium ciszy i spokoju. Podobno nie ma lepszego panaceum na stres, niż samotna wędrówka przez buczynę na pograniczu polsko-ukraińskim.  Wybieram opcję dla leniwych. Doceniam przyjemny klimat nadolziańskiego grodu. Popołudniami rozkoszuje się bezruchem w ścisłym centrum miasta. Zamiast gór i lasów kontempluję piękno cieszyńskich kamieniczek.  Polecam to wszystkim w nadchodzący długi weekend majowy. Po co gnać do Ustronia i Wisły? Szkoda stać w korku, denerwować się brakiem wolnych miejsc parkingowych  i godzinnym oczekiwaniem na zwykłe  cafe latte. W tym czasie Cieszyn tego wszystkiego Wam oszczędzi.

W jednym z cieszyńskich lokali pod Laubami na drewnianym kontuarze dumnie spogląda na nas orzeł Piastów cieszyńskich. Z niebieskiej tynktury próbuje się wyrwać jego złoty szpon. Wychyliwszy kolejny kufel piwa jedna z osób stwierdza, że cisza w Cieszynie jest jedynie pozorna i ma charakter okresowy. Nie licząc czasu powrotu z pracy, to najwięcej rzeczy się dzieje wraz nadejściem zmroku. To wtedy mamy dużo więcej czasu. Z kolei niektórzy z nas chcą skryć część z uciech, którym się z lubością oddają. Taki urok atramentowo-czarnej nocy. W czasie, gdy towarzystwo wznosi kolejny toast, przez rynek przetaczają się rozentuzjazmowane  tłumy. To wśród ludzi nie opadły jeszcze emocje po koncercie „Kobranocki” w Domu Narodowym. Zaś do okolicznych dyskotek zaczynają się schodzić młodzi ludzie spragnieni pląsów w rytm muzyki z pierwszych miejsc list przebojów. Jest jeszcze jedna grupa, która siedzi na ławkach otaczających Floriana - smakosze gruzińskiego kebabu. Nie mają żadnych wymagań lokalowych. Najważniejsze by w miarę szybko nasycić swe żołądki.


Z perspektywy lornety można się przyjrzeć również sprawie Ministerstwa Śledzia i Wódki. Lokal ten mieszczący się przy ulicy Srebrnej w Cieszynie prawdopodobnie wkrótce zamknie swe podwoje. Tak przynajmniej wynika z petycji, jaka została zamieszczona na stronie petycje.pl.  Stąd wniosek, że włodarze miasta z jakiegoś powodu nie chcą tego lokalu tuż pod swoim bokiem. Rzeczą młodych jest walczyć o różne idee. Sądzę jednak, że choć nie jest to nigdzie napisane, to nie bez powodu interes ma zostać zamknięty. Lokal podzieli los innych knajp, w których bawiła się młodzież.  Młodość ma to do siebie, że forma  i miejsce spożywania alkoholu ma w tej zabawie najmniejsze znaczenie. Idzie ocieplenie, więc i kawałek trawnika w zupełności wystarczy.

Nie wiem, czy w powyższej sprawie władze się ugną. Natomiast jest już pewne, że burmistrz Cieszyna zmienił zdanie w sprawie lokalizacji tymczasowego węzła przesiadkowego, który od jakiegoś czasu emocjonował mieszkańców ulic Chrobrego i Wyspiańskiego. Szczerze mówiąc, nie wierzyłem w inne rozwiązanie. Widać jednak, że władza lokalna nie jest jeszcze odrealniona i chce rozmawiać z mieszkańcami. Czy ktoś to jednak doceni? Czy w pamięci pozostanie tylko to, co złe? Czy będzie jak w piosence Ewy Farny: Cicho jakby cały świat zgasił światło, poszedł spać … ?